Wizyta stylistki

Już jakieś półtora roku temu skusiłam się na kupno usług stylistki. Byłam wtedy jeszcze zarejestrowana na gruper.pl (nie polecam grupera po przygodzie z zakupem którego nigdy mi nie dostarczono i walce żeby odzyskać pieniądze. Ale w końcu się udało po zamieszania w to Sądu konsumenckiego prowadzonego przez Inspekcję Handlową:)). Ale ta jedna oferta bardzo się sprawdziła. Chodziło to wtedy za mną od dłuższego czasu po tym jak połowa mojej garderoby składała się z ubrań za dużych lub mających 15 lat (nic w tym złego jeśli pasują ale raczej na mnie nie pasowały 😉 a z powodów sentymentalnych nie umiałam się ich pozbyć.  Zaczęłam też mieszkać na swoim i nie chciałam przestrzeni zagracać niepotrzebnymi ciuchami.

O g. 10 rano przyszła do mnie młoda miła dziewczyna, napiłyśmy się herbaty i wzięły do roboty. Najpierw zrobiła analizę kolorystyczną i chociaż niestety cały ten plik na komputerze z jej wskazówkami gdzieś zapodziałam to najważniejsze zostało w głowie i w notatkach.

Wiem już w jakich kolorach mi dobrze (mam coś z lata, coś z innych pór roku).

Popatrzyłyśmy na kroje – dowiedziałam się np że osoby niskie jak ja, nie powinny nosić rozkloszowanych rękawów u bluzek czy spodni. Akurat tego nie wiedziałam. Natomiast w np w golfach zawsze się źle czułam i teraz wiem już dlaczego! Bluzki/swetry do szpica też nie są dla mnie natomiast wszelkie inne dekolty jak najbardziej tak. Torebki dla mnie tylko małe lub średnie. I jeszcze kilka innych wskazówek.

Potem kazała mi opróżnić całą moją szafę a na szczęście mam tak dobrze że mam wszystkie ubrania, torebki etc w jednym miejscu. Wywaliłam wszystko na materac i potem każda rzecz była oglądana, czasami przymierzana, czasami przykładana do twarzy.

Zrobiły się trzy takie kupy ubrań – do zostawienia, do przerobienia i do wyrzucenia/oddania. Przyznam że tę drugą połowę przejrzałam jeszcze raz jak stylistka poszła i malutką część zostawiłam do noszenia po domu bądź wtedy jeszcze nie byłam gotowa się z nimi rozstać. Jeśli chodzi o rzeczy do przerobienia to część rzeczywiście oddałam do krawcowej – np. za dużą kurtkę skórzaną ale większą część po namyśle jednak oddałam/wyrzuciłam bo koszty byłyby nieproporcjonalnie za duże. Ale ta „kupa” zajęła mi najwięcej czasu i jeszcze parę miesięcy temu oddawałam jakieś ubranie do krawcowej. Resztę albo oddałam do magazynu odzieży Czerwonego Krzyża, albo do zwykłych odzieżowych kontenerów, a co najgorsze do śmieci.

Kilka fotek z tego dnia 🙂 Jedna ze stylizacji. I przykładowy zestaw kolorów.

Oceniam tą całą wizytę na ogromny plus. Był to początek mojej świadomej decyzji o dążeniu do minimalizmu i upraszczaniu sobie życia.

wystylizowanaanaliza kolorystyczna

ps. W następnym wpisie o tym jak się leczę!

zdjęcia mojego autorstwa – wszelkie prawa zastrzeżone

Categories: Lifestyle

  • Znam osobę, która po takim spotkaniu ze stylistką (aczkolwiek nie we własnym domu i bez prezentacji własnej szafy) naprawdę wygląda świetnie. Wskazówki stosuje na zakupach i to działa!
    Jak będę miała duży nadmiar na koncie – na pewno się skuszę.

    • admin

      Przez tego grupera to było tanie, ale tak na pewno swoje kosztuje. Też staram się stosować do wskazówek, mam swój bohemiczny styl 🙂 ale go dopracowuje i mam rzeczy też na inne „elegantsze” okazje. Ale to ciągła praca!